Wiersz miłosny Anny Sexton pod tytułem Dzikość kobiety

Dzikość kobiety

Obracam się,

obracam wokół warg,

co usuwają mój cień,

to one wymyśliły rozkład jazdy języków,

pochłaniający całą mą uwagę.

Tam nie ma miejsca.

Ani łóżka.

Zegar bije tylko wtedy,

gdy porusza 4000 mych pulsów

i tam gdzie nie było nic

jest teraz dwoje;

dotykają się jak chór motyli,

jak ocean,

co napiera na ląd,

cofa się,

znów napiera

z pragnieniem przebiegającym

po mej skórze,

krzyczącym wśród raf.

Rozwiązuję się.

Słowa stąd ulatują,

a ja co byłam długo na pustyni

piję, wciąż piję

i pochylam głowę nad tą łąką,

nad piersią i melonem w niej ukrytym,

jej upojnym kwiatem.

 

Nasze pieszczące się ręce,

sutki jak małe rozgwiazdy —

aż nasze usta wpiją się w szaleńcze kręgi

stając się bąbelkami,

nasze palce nagie jak płatki kwietne —

a świat kołysząc się pulsuje.

Unoszę mą miednicę ku Bogu,

by poznała prawdę o tym,

jak kwiat przebija się przez długą zimę.

Przełożyła
Teresa Truszkowska